Jedz, pij i chudnij

Udostępnij:

Czy to możliwe, żeby schudnąć bez wyrzeczeń 11 kg? Moja historia pokazuje, że tak. Ty też możesz spróbować. Jedz, pij i chudnij na zdrowie.

Kocham jeść, moja mama zawsze powtarzała, że łatwiej mnie ubrać niż wyżywić. Bywały okresy, gdy borykałam się z kilkoma kilogramami nadwagi. Najdłuższy był po tym, gdy z dnia na dzień rzuciłam trenowanie pływania. Nagle zaczęłam mieć zdecydowanie mniej ruchu, ale nie ograniczyłam jedzenia, więc szybko przytyłam. Bywały też z kolei okresy, gdy ważyłam za mało i sterczały mi kości miednicy, obojczyki i kości policzkowe. Jednak przez większą część życia miałam normalną masę ciała, odpowiednią do wzrostu. A potem najpierw dość gwałtownie schudłam, a następnie przytyłam 18 kg. To już nie była tylko nadwaga – to była chorobliwa otyłość. Okazało się, że mam chorobę Hashimoto. Po 6 latach doszłam do wniosku, że w tym wieku (miałam wtedy 54 lata) i z chorą tarczycą nie mam już szans schudnąć. Pozbyłam się resztek garderoby w normalnych rozmiarach i wyjechałam do Włoch na Erasmusa.

A na Erasmusie schudłam 11 kg. Byłam tam 11 miesięcy, ale prawdopodobnie schudłam szybciej (zważyłam się dopiero po powrocie do Polski). Potem wróciłam na 3 miesiące do Warszawy, a następnie wyjechałam do Włoch na stałe. I cały czas trzymam wagę. Przyczyn upatruję nie tylko ani nawet nie przede wszystkim w klimacie. Jak przeanalizowałam swoją dietę w Polsce i we Włoszech, to okazało się, że przestałam jeść niektóre produkty. A zaczęłam regularnie jeść te, które w Polsce jadłam sporadycznie albo nie jadłam ich wcale. I tą analizą chciałabym się z Wami podzielić. Może ktoś zechce spróbować i okaże się, że efekt będzie podobny.

Bez oleju palmowego, margaryny, masła

Olej palmowy to był chyba w Polsce mój wróg numer jeden. We Włoszech nie przestałam jeść pieczywa i słodyczy, ale natychmiast zauważyłam napisy SENZA OLIO DI PALMA („bez oleju palmowego”). Nie na wszystkich produktach, ale na większości. W Polsce takich napisów nie widywałam. A skoro ich nie ma, to oznacza, że olej palmowy jest. Ponadto przestałam używać jakichkolwiek margaryn czy masła do smarowania pieczywa. O tym, czego używam (jeśli w ogóle) będzie niżej.

Gluten? Tak, ale tam, gdzie jego miejsce

Nie mam celiakii, a tylko osoby z celiakią nie mogą jeść glutenu. Gluten jest potrzebny zdrowemu organizmowi, ale tam, gdzie jego miejsce – w artykułach mącznych. Zupełnie nie widzę potrzeby jedzenia np. wędlin z glutenem, wybieram takie, które go nie mają. Lubię sosy do mięsa czy makaronu, ale włoskie sosy są inne niż polskie – bez mąki oraz bez śmietany. Moim ulubionym jest sos pomidorowy z bazylią – tylko tyle i aż tyle.

Jedz i chudnij – inne sery

Kocham sery, zwłaszcza żółte, ale te „zwykłe” są ciężkostrawne i tuczące. Mają dużo tłuszczu, a ich trawienie trwa około 4 godzin. Parmezan i grana padano są lekkostrawne, trawione do 45 minut, a ponadto po prostu zdrowsze. Je się ich mniej (bo są ostre i słone), ale za to z korzyścią dla zdrowia. Poza tymi dwoma oczywiście mozzarella – łagodniejszy w smaku i również bardzo zdrowy, zawiera mnóstwo witamin i minerałów. Ale uwaga – jest bardziej tuczący niż poprzednie dwa. Wszystkie te sery (jak i wszystko inne) należy jeść z umiarem. Co do serów białych, to trudno znaleźć we Włoszech odpowiednik naszego twarogu. Jeśli jest, to austriacki. W związku z tym przerzuciłam się na ricottę, która świetnie nadaje się do deserów oraz do smarowania pieczywa.

Mniej mięsa i wędlin

Włosi jedzą mało mięsa i wędlin (wędliny są zresztą bardzo drogie, ich ceny zaczynają się tam, gdzie polskie się kończą). Zalecana dzienna porcja mięsa i wędlin razem to 100-150 g. Wędliny są krojone na plasterki cienkie jak pergamin. O tym, że lepiej wybierać wędliny bezglutenowe, już pisałam. Ponadto należy jeść wędliny bez sztucznych konserwantów. Konserwanty to kolejny wróg odchudzania.

Sałatki bez majonezu, śmietany, a nawet jogurtu

Majonez, śmietana i dressingi jogurtowe we Włoszech jak najbardziej istnieją, używa się ich na przykład do sałatki podobnej do naszej jarzynowej. Natomiast do sałatek z surowych warzyw dodaje się oliwę, ocet balsamiczny, pieprz i sól. Sól w minimalnych ilościach, tylko latem w upały trzeba jeść więcej soli, żeby się nie odwodnić (sól zatrzymuje wodę w organizmie). Ja soli poza latem praktycznie nie używam, bo ona i tak jest w różnych produktach (nie używałam jej już w Polsce, więc tu nie ma żadnej zmiany). Jeśli w ogóle, to sól morską, bo jest zdrowsza.

Truskawki bez śmietany i cukru

Truskawek w Polsce jadłam mało, bo zawsze ze śmietaną i cukrem. To była zresztą jedyna okazja, kiedy jadłam cukier. Od dzieciństwa nie cierpię słodkich napojów, nawet naturalne soki owocowe bez dodatku cukru są dla mnie za słodkie i rozcieńczam je wodą. Natomiast jem ciastka, gorzką czekoladę i lody. To zaspokaja moje zapotrzebowanie na cukier. Tu jem truskawek znacznie więcej, przeważnie bez niczego, jeśli chcę na słodko, to z miodem lub rozpuszczoną gorzką czekoladą, więc to jedyna zmiana, jeśli chodzi o spożycie cukru. Jeśli ktoś używa cukru, to podobno zdrowszy jest cukier ciemny, trzcinowy. Piszę „podobno”, bo własnych doświadczeń w tej kwestii nie mam.

Ryby, owoce morza, kawior

Tu przechodzę do produktów, które jadłam już w Polsce, ale jadłam ich mało, tu jem ich znacznie więcej. Z ryb w Polsce jadłam głównie śledzie, czasem makrele wędzone, tu jem głównie dorsze i łososie. Z ryb w puszkach – makrele i sardynki w oliwie. Mam również dwie ulubione sałatki – z tuńczyka, krewetek i roszpunki oraz z ośmiornicy z pieczonymi ziemniakami i oliwkami. Jeśli chodzi o kawior, to właśnie niedawno dowiedziałam się ze zdumieniem, że jednym z bardziej znaczących producentów kawioru hodowlanego (tylko taki jest od 20 lat legalny) na świecie są Włochy i eksportują go nawet do… Rosji. Kawior jem najchętniej na bułce posmarowanej awokado zamiast masła. Ryby, owoce morza i kawior to bogactwo cennych minerałów i witamin, w tym również witaminy A. Być może to jest przyczyną, że po rocznym pobycie we Włoszech musiałam wymienić okulary do czytania na słabsze.

Awokado, bakłażany, karczochy

Jak już napisałam wyżej, awokado używam czasem do smarowania pieczywa oraz oczywiście do sałatek. W Polsce jadłam go mało, tu znacznie więcej. Natomiast bakłażanów i karczochów w Polsce nie jadłam wcale, ich smak i dobroczynny wpływ na zdrowie poznałam dopiero we Włoszech. Bakłażany najbardziej lubię zapiekane z parmezanem i sosem pomidorowym. Karczochy najchętniej kupuję marynowane w oliwie.

A skoro już jesteśmy przy oliwie

Oliwa jest jedynym tłuszczem, który kupuję. I używam jej nie tylko do sałatek, ale również do pieczywa i dań mącznych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w różnych produktach i gotowych daniach, które jem, nie zawsze jest wyłącznie oliwa, dlatego kupuję tylko oliwę, żeby jej udział w tłuszczach, które jem, był jak największy (powinien wynosić od 75 do 100%). W Polsce raz kupiłam jakąś dziwną oliwę – bezbarwną, bez smaku i bez zapachu, dlatego tutaj kupuję wyłącznie oliwę włoską. Obok wykluczenia oleju palmowego spożycie oliwy jest prawdopodobnie drugą najważniejszą zmianą w mojej diecie.

Kluchy, czyli włoska pasta

Pasta to nie tylko makaron, również wszelkiego rodzaju tortellini, ravioli czy specjalność lokalna w moim regionie – casoncelli. W Polsce makaronu nie lubiłam, po pierogach wylądowałam w szpitalu. Wydawało się, że mam nietolerancję pszenicy. Jednak okazało się, że to nie w pszenicy problem, tylko w jakichś konserwantach, bo we Włoszech mogę jeść pszenną mąkę bez problemu.

Świeże ananasy – jedz i chudnij

W Polsce nigdy ich nie jadłam, te z puszki rzadko, a tymczasem okazuje się, że ananas ma właściwości… odchudzające. We Włoszech jem ananasy prawie codziennie. Poza tym jem również dużo innych owoców (maliny, jeżyny, czereśnie, morele, mandarynki, o truskawkach już pisałam wyżej).

Sok z granatów

To mój główny napój we Włoszech. Najchętniej świeżo wyciskany i właśnie zastanawiam się w związku z tym nad zakupem wyciskarki. Dobry jest również taki w kartonie, bez dodatku cukru. We Włoszech nauczyłam się w ogóle pić więcej płynów. Do zalecanych 2,5 litra jeszcze mi wprawdzie daleko, ale jednak piję już więcej niż kubek kawy i szklankę innego napoju dziennie.

Wino czerwone wytrawne

W Polsce piłam wino czerwone rzadko, bo przez wiele lat cierpiałam na migrenę, a czerwone wino jest niestety migrenogenne. I chociaż wyleczyłam się z migreny ponad 20 lat temu, to pamięć dolegliwości „siedziała” we mnie długo. We Włoszech przypomniałam sobie o dobroczynnym wpływie czerwonego wina na trawienie i zaczęłam pić je częściej, 3-4 razy w tygodniu do kolacji.

Uwagi końcowe

Jeszcze kilka słów o rzeczach dla mnie oczywistych, o których nie pisałam wyżej, bo tu nie zaszły żadne zmiany po wyjeździe z Polski, ale tak dla porządku napiszę o trzech podstawowych zasadach, gdy chcemy schudnąć albo tylko nie przytyć. Po pierwsze, ruch. Ruchu zawsze miałam dużo, bo przez wiele lat miałam psy, które wymagały dużej aktywności. W Polsce było tego ruchu nawet więcej, bo nie miałam windy, więc dużo chodziłam po schodach. Po drugie, częstsze posiłki, małe porcje oraz nieprzejadanie się. No i po trzecie, unikanie tego, co nazywam „gumowym jedzeniem”, czyli jedzenia typu fast food. Przy tych założeniach oraz z tymi zmianami, które wprowadziłam po przyjeździe do Włoch, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że u mnie hasło „jedz, pij i chudnij” działa. I tego, szczególnie w związku z nadchodzącymi świętami, życzę wszystkim.

Moje ulubione lody z granatów
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *